tekst do RP na Dookoła świata (Podróżnicy)
Zajęło to miesiące, wypełnione kombinowaniem i oszczędnością, do jakiej początkowo nie potrafił przywyknąć, jednak w końcu Magnus mógł spojrzeć na stan swojego konta i z zadowoleniem stwierdzić, czas na wakacje. Dwa tygodnie później oddał klucze mieszkania w Antwerpii dwójce meksykańskich couchsurferów, spakował swój skromny dobytek, sprzedał to, czego nie mógł zabrać, i ruszył do Włoch. Korzystając z darmowego wi-fi w McD's pod Lyon, trafił na ogłoszenie, które omal nie utonęło w morzu innych, zagłuszone reklamami organizacji i biur podróży. Nierzucające się w oczy, jako jedyne z tysiąca ofert przykuło jego uwagę absolutną prostotą - żadnego planu, żadnych ustalonych opłat, żadnych umów i aneksów, dopisków drobnym drukiem. Nie było nawet porządnej strony internetowej. Przyjazny głos dziewczyny, która odebrała telefon, i jej lekkie roztrzepanie pokrywały się z wrażeniem spontaniczności i dużej dozy optymizmu, jakie wywarł na nim charakter notki w internecie. Zmierzając na miejsce spotkania w Wiecznym Mieście, w odbiciu w szybie pociągu czy przejeżdżającego auta odnajdywał swój uśmiech, widok przez długi czas niemal zapomniany pod troskami codzienności. Perspektywa spotkania nowych ludzi, otwartych i żądnych przygody... brzmiała jak z powieści młodzieżowej, fantastycznie, naiwnie i nieprawdopodobnie. A jednak jechał ich spotkać i napełniało go to dziecinną ekscytacją jak oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę w Wigilię. Ziemia paliła mu się pod nogami, gdy łapał stopa przez granicę z Włochami na E70 i gdy szukał jakiegokolwiek dalszego transportu na południe.
Do Antico Caffè Greco zdążył na czas chyba tylko przez kaprys tego zmiennego szczęścia, które towarzyszy młodym i naiwnym, tym mającym dość bezczelności, by marzyć. Dotarł do Florencji, gdzie uciekł mu pociąg do stolicy. Markotnie wędrując po starówce, w jednej z bocznych uliczek zderzył się z biegnącymi gdzieś zakapturzonymi postaciami. Okazały się być dwójką dziewczyn na objazdowej wycieczce śladami - a jakże - Assassin's Creed, które zgodziły się podrzucić go natychmiast do Rzymu. Jazdę spędził, słuchając z tylnego siedzenia ich niekończącej się geek talk przeplatanej suto historią sztuki ("Uccello był straszny, widziałeś jego konie? Lepsze niż w AC3, kosmos"), pożegnały go zaś ciastkami i obietnicą, że się jeszcze gdzieś, kiedyś spotkają.
Podniesiony na duchu i oszołomiony ich zaraźliwą beztroską, pospiesznie zmierzał do Antico Caffè Greco, modląc się w duchu do wszelkich bóstw istniejących i nie o to, by podróżnicy jeszcze tam byli. Kilka metrów od wejścia zatrzymał się, nagle niepewny. Obok niego usiadł szary, pręgowany kot i obdarzył go taksującym spojrzeniem.
- Dzięki za wiarę - burknął z rozbawieniem i schylił się wolno, wyciągając do zwierzęcia dłoń. Uśmiechnął się, czując szorstki języczek na palcach - najwyraźniej został tam posmak kremu z ciastek od dwóch asasynek.
- To Hiszpania? - usłyszał czyjś krzyk i uniósł głowę. W drzwiach kawiarni stała dziewczyna o krótkich, rozwianych włosach, wołająca do kogoś w środku. Z jej torby wychynęła nagle kocia głowa i potoczyła zaspanymi oczami po ulicy, zatrzymując wzrok na jego nowym znajomym. Wstał, żeby lepiej widzieć, do kogo się zwracała, i niemal natychmiast zidentyfikował sporą grupę młodych ludzi. To oni, pomyślał z ulgą, i podszedł do dziewczyny w drzwiach. Kątem oka dostrzegł, iż kot, z którym się przed chwilą zapoznał, wyprzedził go i ociera się o jej nogi.
- Dopiero przyjechałem do Włoch, a już chcecie uciekać? Zero docenienia dla pozostałości największego cesarstwa w dziejach, zero. - pokręcił głową z udawaną przyganą w głosie. Spojrzał lekko zdumionej dziewczynie w oczy i uśmiechnął się, przełykając falę niepewności, jaka go nagle dopadła. Wyciągnął rękę. - Magnus Tjäder. Należysz do podróżników, tak? Od Eiry?
