Poziom blogów-stad tworzonych przez użytkowników Howrse doprowadza mnie do bólu kręgów szyjnych od kręcenia głową z rezygnacją. Jak można być takim grafomanem i jeszcze mieć dość tupetu, by to publikować? A potem zapraszać innych do czytania i popełniania tej samej zbrodni na sztuce pisarskiej? Nie wiem już, czy bardziej mnie przeraża pożal-się-Boże "pisarstwo", nieprawdopodobna szablonowość postaci w większości przypadków będąca wzorcowym, rozbuchanym marysuizmem, czy ilość tych blogów i tempo, w jakim powstają. Sam fakt ich istnienia sprawia, że chce mi się wyć, a moja wiara w ludzkość jako rasę inteligentną kurczy się szybciej niż pula biletów na koncert Justina Biebera.
Czasem mnie nachodzi na krytykę, i palce mnie świerzbią żeby chlasnąć wszystko, co o danym blogu myślę, prosto z mostu i dużymi słowami, ale wiem, że byłoby to walenie grochem o ścianę - zostałabym nazwana hejterem, może nawet zazdrośnikiem, oskarżona o obrazę majestatu, potraktowana jak najgorszy wróg albo - jeszcze gorzej - zignorowana, mój komentarz usunięty. Nawet (zwłaszcza?), jeśli krytykę ujęłabym w możliwie konstruktywny sposób, na celu mając wspomożenie młodego grafomana, aby z tej postaci larwalnej wyewoluował kiedyś (im szybciej, tym lepiej) w autora, którego teksty się da czytać, bo generalnie lubię o sobie myśleć w kategoriach dobrej istoty ludzkiej i mam jakieś chore zapędy altruistyczne. Dla własnego zdrowia psychicznego się więc powstrzymuję, zamykam kartę, a kiedy czara goryczy się przelewa i nie mogę dłużej siedzieć cicho, przychodzę na swojego nikomu nieznanego bloga i tu wylewam w błogosławionej samotności swe żale nad poziomem prozy młodych Polaków. Przebija ona bowiem wszelkie abstrachuje i potwory, jakie kiedykolwiek przewinęły się przez wtffanfiction, i to niejednokrotnie bijąc je wszystkie jednym postem na głowę.
Należy mi się chyba cholerny medal za samokontrolę. Gdybym nie wolała swoich problemów (#FirstWorldProblems of a sheltered white girl, yeah) wytłuc na klawiaturze, już dawno byście słyszeli o rozlewie krwi gdzieś w mojej okolicy.